Kapisz?

Dzień życia to pusta kartka. Tuszem stają się moje wybory, decyzje i percepcje. Odkładam oglądanie filmu na inny dzień. 21:10. Normalnie był by to czas na spliffa, relaks, film. Odkładam przyjemności na inną porę, na dzień który może nigdy nie przyjść. Wkładam wysiłek w to co robię. Inwestuję kapitał moich wolnych minut.

Piszę na trzeźwo, chyba że endorfinowy haj można nazwać ćpaniem. Mam dobry streak ćwiczeniowo/żywieniowy. Nie każde zdanie jest dobre. Nie każdy człowiek jest mądry.

Myśli płyną powoli. Czy istnieje dziś konkretny temat? Nie. Nigdy go nie ma, może będzie kiedyś w przyszłości. Tymczasem trenuje jak bokser. Nie mam worka. Mam swoje lenistwo które muszę napierdalać.

Posprzątałem pokój. Nie mogę się skupić w baraku porozrzucanych skarpet.

Tak łatwo się najebać. Tak ciężko coś stworzyć. Jeżeli nie włożę w swój cel energii, nie napisze tych zdań, cel pozostanie tylko celem.

Kolejny obrót planety wokół słońca. Kolejna lampa zapala się by rozgrzać ciemność swoim pomarańczowym blaskiem. Kilka zdań o niczym. Blog o tym jak ruszyć do przodu. Jak przerwać łańcuch spierdolenia i wyrwać się z uścisku nieróbstwa. Czy istnieje jakaś inna droga niż wzięcie się do roboty? Nie. W każdy jebany dzień, choćby oczy się zamykały a łóżko kusiło jak syreny marynarzy, napiszę.

Czy przystajesz czasem w miejscu aby poczuć zapach wiatru? Czy czujesz zapachy które oplatają ulice miasta jak niewidzialne pajęczyny?

Przyjemności, orgazmy, dym, alkohole, haje, lowy, uppery, downery, endorfiny, morfiny, kwasy.

Praca, dyscyplina, koncentracja, flow, nawyki, warzywa, mięśnie, drążki, książki, audibooki, podcasty, notatki, blogi.

Już drugi rok prowadzę zapiski ze swojego życia. Dzienniczek. Zapisuje w nim to, co stało się dziś/wczoraj. Niesamowity efekt daje przeczytanie wpisu z tego samego dnia z poprzedniego roku. Widzę jak powoli zmienia się moje życie. Krok po kroku. Raczej pełz po pełzie. Jak malutkie dziecko, pełznę w stronę lepszej wersji siebie. Wiedzę przekuwam w mądrość. Notatki przekuwam w rutyny. Ulepszam swoje nawyki, odejmuję te które nie działają, dodaje te które działają i dają największe przyrosty. Znalezienie własnej drogi to temat na książkę. Niestety taka książka nie spasuje nikomu. Każdy potrzebuje odkopać syf który go przykrywa. Popiół pokrywający jego trzecie oko, jego serce może zostać zdmuchnięty. Dmuchnięcie wymaga wysiłku. Szczęście wymaga wysiłku. Haj jest przyjemny. Wysiłek nie. Haj nie prowadzi do szczęścia. Wysiłek prowadzi do bólu. Ból prowadzi do transformacji. Transformacja to droga. Droga to cel. Cel to szczęście. Kapisz?

Pisanie jest bolesne. Wymaga wytężenia mózgownicy. Ciężko wytężyć umysł po ośmiu godzinach w korporacji. Wydałem dużo energii na kopanie w gruzie nudnych maili, ticketów i innych ciulstw które mnie nie rajcują. Zmuszam się codziennie żeby rozpalić w sobie ogień. Szczury płoną w ogniu. Samozapłon. Nie mogę zostać tym z czym walczę.

Nawyk. Nawyk tak twardy jak powierzchnia diamentu. Mój nawyk jest kruchy.

Pisanie. Esencja. Podstawa i mój główny cel. Chce być w tym dobry. Nie mam czasu na codziennie jaranie, chlanie. Mam czas na codzienną dietę kalistenikę oraz kardio. Mam czas żeby szlifować rzemiosło.

Czuje że wchodzę teraz w fazę flow. Nie wiem skąd przychodzą pomysły na te zdania ale na pewno nie z  głowy. Głowa jest pusta, wyprana po dniu w pracy. Muza jest przy mnie. Szepcze mi ten tekst. Mózg szepcze że właśnie kończy się pranie. Co wybierzesz? Złamanie flow i wyjęcie prania, czy pozwolenie na ukiszenie się ciuchów w pralce?

Jak to powiedział jeden sławny poeta “Jeeeebać!”

Płynę pod prąd. Łódka jest w dobrym stanie, brak jej dziur. Ocean nie zawsze jest spokojny. Gówno może uderzyć w każdej chwili. Interpretacja wydarzeń to klucz.

Na trzeźwo ciężko wbić się we flow. Zajmuje to o 30 minut dłużej niż po jednym/dwóch kieliszkach wina. Mam za to większą wytrzymałość.

Dryfuje między myślami tak jak nasza planeta dryfuje razem z całym układem słonecznym w bezkresie ciemności. Jestem. Siedzę i klikam. Małpy które cenią sobie świadomość tego co robią. Małpy które obrzucają się gównem. Małpy które chleją aby zapomnieć, ćpają żeby poczuć.

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s