Styl Pijanego Surfera V.1

Cisza. Dziś nie napaja mnie żadna muzyka. Nic co mogło by przynieść jakiś pomysł. Mój jedyny akompaniament dzisiejszej zimnej nocy, to blask księżyca i szum krwi w żyłach. Oczywiście jestem w mieście, więc szum samochodów na ulicy jest podobny do szumu krwi. Ulice są jak żyły. Z tą różnicą, że płynie w nich benzyna. Mam jeszcze troszkę Soplicy Wiśniowej. Nie za dużo, starczy na kilka łyków. I nie że piję nałogowo. Po prostu chciałem sprawdzić jak piszę się pod wpływem alkoholu.

Ja doceniam małe rzeczy. Ciepły kaloryfer. Czysta pościel. Stały przelew. W odpowiednich dawkach, alkohol może sprzyjać skupianiu się na sobie. Oczywiście, ciężko powiedzieć czym jest odpowiednia dawka. Jedno piwo? Dwa? Wódka? Hmmm? Wczoraj próbowałem pisać pod mocnym wpływem THC. Niestety nic, co wyszło spod mojego elektronicznego pióra, nie zdało egzaminu. Był to po prostu bełkot. Moc rośliny wzięła górę. Dziś jest inaczej. Bo czy moc rośliny, zawarta w fermentowanym zbożu, pszenicy, chmielu, jest w stanie przemówić. Uważam że nie. Alkohol nie ma swojej świadomości. Alkohol zmienia świadomość. Oczywiście może być depresantem, w większych ilościach. Niektórzy ludzie wolą alkohol. Nie każdy gotowy jest na działanie psychodelików. Szanuję wybór każdego człowieka. W odpowiednich warunkach, też lubię się napierdolić. Rzadko. Może z dwa razy do roku. Co dziwne, po piwach mam kurewskiego kaca. Po wódce. Tylko kurewskiego moralniaka.

Dla każdego coś innego. Czemu wszystko nie może być legalne? Masz ochotę wrzucić sobie kwasa? Idziesz do apteki i kupujesz czyste LSD. Bloter na którym zamiast Hoffmana na rowerze, logo Bayer. Kwadraciki podzielone są na idealne mikrogramy. Znasz dawkę której się podejmujesz. Idziesz do lasu z przyjacielem, przeżywasz idealnego tripa. Brak jakichkolwiek myśli, że to co właśnie zrobiłeś będzie piętnowane, lub że jesteś przestępcą. Każdy dorosły człowiek ma prawo decydować o swoim życiu. Czemu rząd ma decydować o twoich wyborach?

I tak, pewnie większość pisarzy była pod wpływem jakiejś substancji. Może tylko w delikatnych dawkach, po to żeby wprawić się w pewien stan. Stan którego nie potrafię nazwać. Niektórzy nazywają go Flow. Niektórzy nazywają go teraźniejszością. Niektórzy nie robią nic ze swoim życiem i czekają na cud.

Ciekawe czy Hunter S. Thompson kiedykolwiek stworzył coś na trzeźwo? Hemingway? Nie jestem w stanie powiedzieć. Trochę wypadam z toru, czuję jak mój mózg chce uśpić moje ciało, wydzielając hormon snu. Muszę się przez to przebić. Ruch oporu został dziś pokonany. Moje palce napierdalają w klawiaturę. Pcham dalej ten wózek pełen liter, jak w hipermarkecie alkoholowego rauszu. Chce poświęcić się pisaniu w pełni. Zostawić wszystko i pisać. To mój bóg. To mój cel. To połączenie z moim Super Ego (Freud?). To moje życie i śmierć. Mogę przegrać wszystko, ale jeśli mam kartkę, stary ołówek i jedną rękę, mam wszechświat.

Jest to tekst wypluty przez mózg który został zatruty alkoholem. Jest do tego nieprzyzwyczajony. Jest słaby. Nawet nie wie że łatwo można się go pozbyć. Nawet na trzeźwo. Medytacją potrafię go rozjebać. Szczególnie kiedy czuję że wypluwa zbyt dużo myśli. Szkoda że inni nie potrafią. Napierdalam tymi słowami jak Belgowie z karabinów typu Maxim do Niemców nacierających na ich twierdze w 1914 r. Trup ścieli się gęsto. Poezja płynie jak strumień nieskończonej świadomości.

I piszę, i piszę, i ćwiczę, i jem, i śpię, i oddycham, i chodzę, i spadam. Cały czas mamy walczyć. Może nie mamy, ale musimy. Ten kto nie walczy, ten cwel. Ten kto nie walczy, nie będzie miał zaszczytu spotkania z najwyższym. Ten kto nie walczy, jest nikim. Jest zmuszony do oddychania i biernego przyglądania się jak jego życie ucieka. Jakby był w zoo, ale zamiast zwierząt, widział tylko siebie. Swoje małpie odbicie za lustrem krat.

Nic nigdy się nie kończy. Po śmierci atomy przemieszczają się gdzie indziej. Jutro nie będę pamiętał nic z tego tekstu. Sen to też śmierć. Jej kuzyn. Zgubiłem się w tym tekście, jak na pustyni. Bez wody, bez szans. Przede mną rozciąga się krajobraz suchej śmierci. Złote kamyczki parzą w dotyku. Każde ziarnko piasku jest jak kolejna litera. Mój prywatny świat. Normalność to iluzja, jak fatamorgana. Nikt nie jest w stanie zliczyć ziaren piasku na pustyni. Tyle liter a tak mało czasu. Czas zasypany piachem. Płynę przez wydmy. Pijany surfer z turbanem na głowie. Moja deska zostawia na piasku kręte ślady, jak wąż. Dokąd płynę? Chcę złapać pomarańcz zachodzącego słońca za nogi. Ruszam w jego kierunku. Cień pozostawiam w tyle.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s