Zza ekranu na orbitę 

Raz na jakiś czas spotykasz na swojej drodze film który obdziera twoje ciało ze skóry. Ruchomy obraz, który potrafi wyjąć twoje astralne ciało z ludzkiej skorupy, i posadzić go w fotelu, obok ciebie. Film który działa na wyobraźnię jak najpotężniejszy narkotyk. Narkotyk który dotyka cię tak głęboko w środku, że tracisz kontakt z rzeczywistością. Tego narkotyku nie spalisz, nie zjesz, nie wciągniesz. Wchłoniesz go soczewkami swoich oczu.

Właśnie taki film skończyłem oglądać. Hunt For The Wilderpeople. Już po pierwszej scenie, wiedziałem że złowiłem perłę. Panorama buszu, widziana z góry, przy akompaniamencie muzyki wyciśniętej z syntezatora. Pauza. Zatkało mnie. Masz moją uwagę Panie Reżyserze. Nie posiadam dyplomu szkoły filmowej, ale potrafię, intuicyjnie, stwierdzić kiedy film potrafi wyjebać z butów. Film zasługuje na 10 filmwebowych gwiazdek tylko wtedy, gdy odpowiednie składniki, przepuszczone przez blender cyfrowej obróbki, wchodzą gładko, jak zimne Mango Lassi w parny letni dzień. Kadr, klimat, muzyka, scenariusz, gra aktorska i… mistycyzm. Czemu mistycyzm? Bo tak określam coś co potrafi przekazać zakodowaną wiadomość. Coś co kryje się między klatkami filmu, a czego gołym okiem nie da się dostrzec. Coś co puka do ciebie zza szybki monitora. Taki właśnie jest ten film. Uczta dla oczu, uczta dla duszy.

Ten film stymuluje (przynajmniej u mnie) obszary świadomości odpowiedzialne za wolność. Wolność istoty ludzkiej, wolność od zmechanizowanego, korporacyjnego świata. To uczucie to coś jak powiew zimnego górskiego powietrza, zza ekranu. Nie będę spoilował i nie opiszę żadnej sceny. Każdy powinien znaleźć w tym filmie coś dla siebie. Już dawno nie oglądałem tak spójnego dzieła. Wszystkie sceny, tańczą ze sobą w kosmicznej harmonii. Przejścia są płynne jak syrop klonowy, który pod wpływem ciepła naleśnika, spływa po mącznych górach niczym słodka magma.

Kolejnym elementem nietuzinkowego filmu, jest muzyka. Po seansie od razu wpisałem na Spotify tytuł filmu. Uffff. Moje szczęście wzrosło o kolejne kilka słupków gdy szukajka wypluła wynik. Poza kilkoma utworami innych wykonawców, cały soundtrack złożył Moniker. Link do albumu znajdziecie TUTAJNiech uszy nakreślą wam klimat tego filmu.

Film oglądałem na trzeźwo. Bez dodatku wina, ani żywicy. Wystrzelił mnie w kosmos, z miejsca. Nie mogłem wstać z łóżka, jakbym był pod wpływem 5 G (grawitacji, nie trawy). Coś jakby Elon Musk, zaprosił mnie na pokład jednej z rakiet programu kosmicznego SpaceX. Z tym że nie był to Elon, a Taika Waititi, odpowiedzialny za scenariusz i reżyserię. Taika dał mi półtora godzinną przejażdżkę po Nowo Zelandzkim buszu. W górę, w dół i na boki. Gdybym był pod wpływem substancji psychoaktywnych, zaczął bym świecić złotą poświatą jak Budda podczas osiągnięcia nirwany.

Podczas przerwy w pisaniu, sprawdziłem na filmwebie (polecam aplikację na telefon w chuj) kim jest Taika. Okazuję się że jest reżyserem What We Do In The Shadows, naprawdę zajbeistego filmu/komedi/dokumentu o wampirach mieszkających w Nowej Zelandii, w którym gra jedną z głównych ról. Także polecam. Pomysł i scenariusz zasługują na Oscara.

Koniec pierdolenia na dziś. Mam nadzieję że Tobie, drogi czytelniku, ten film siądzie tak samo jak mi. Szczególnie polecam w zimne i mokre dni, takie jak ten. Jeżeli masz możliwość, stuknij faję dobrego medycznego zielska przed seansem. Jeżeli nie masz takiej możliwości, nic straconego. Zapnij tylko pasy, rakieta z taśmy filmowej wystrzeli cię na poza orbitę twoich marzeń. Udanego lotu.

-Ape

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s