Stretching w korpo kiblu

Jak żyć bez stałej pracy? Dobre pytanie, bo sam kurwa nie wiem. Chce zarabiać lejąc duszą na papier. Najgorsze jest to, że jestem świadomy tego, że te tłuste bloby na szczycie korpo drabinki zarabiają dziesięc razy tyle, nie robiąc kompletnie niczego. Królowie korporacji pławią się w luksusach materialnego życia, a  talenty, pasje ludzi podobnych do mnie gasną z każdym dniem.

Tak. Jestem niewolnikiem. Niewolnikiem czasu i czasów dzisiejszych. Przed czasem nie ucieknę. Potrafię go jedynie zwolnić, medytacją lub THC. Przed czasami dzisiejszymi, bronię się na różne sposoby. Osiem godzin siedzenia na dupsku, gapienia się w zimny ekran powoduje u mnie wewnętrzne krwawienie. Wstaję co godzinę, zamykam się w kiblu i ćwiczę. Kark, biodra, kostki, siedzę w pozycji słowiańskiego przykuca (dobre na biodra i plecy). Odwracam mordercze skutki siedzenia, pozwalam aby krew płynęła w żyłach w rytmie serca. Jeżeli ktoś kiedyś otworzy kabinę w której właśnie ćwiczę, będę zmuszony go zabić. Wiedza tajemna musi takową pozostać. Tylko wybrane jednostki, które budzą się ze snu, mogą poznać techniki rozciągania w korporacyjnej toalecie.

Ten tekst powstaje podczas szczytowania mojego wkurwienia (nie, nie podczas rozciągania). Ta praca wysysa ze mnie siły witalne. Osiem godzin sił, które mógłbym wsadzić w dłubanie literami. Osiem godzin podczas których mógłbym iść na spacer i doświadczać życia. Osiem godzin przebywania w gronie znajomych i wzajemnego karmienia się pozytywną energią. Z jednej strony, energia zostaje ze mnie wyssana, z drugiej, są takie dni, w których otaczający mnie ludzie dodają mi energii. Energii wkurwienia. Energii której nawet największy drenarz nie jest w stanie mi wyssać. Wkurwienie i złość napisały ten post.

Kurniki. Korporacyjne budynki stoją jak kurniki. Piękna architektura łącząca metal i beton skażona jest chorymi umysłami ludzi w garniturach. Dobrze wiem że nie pasuję pośród tych cieni. Moje serce błyszczy w tej ciemności jak łańcuch czarnego rapera na planie rapowego teledysku. Jedyne kurniki jakie kocham, mimo swojej kwadratury i szarości, to kurniki z wielkiej płyty, na osiedlu którym się wychowałem.

Brakuje mi podmuchu wiatru zmian. Bogowie jeżeli istniejecie, błagam na kolanach o zmiany. Złożę wam w ofierze tuzin najtłustszych korposzczurów. Oczami wyobraźni widzę jak podłogi Azteckich piramid wyłkłada burgund krwi.

Czemu się nie zwolnię? Bo przyrosłem do stałej wypłaty, jak pijawka do łydki podróżnika Amazońskiej dźungli. Niepewność życia trzyma mnie mocno w tym kurniku. 2500 złotych jajek którę dostąję na koniec miesiąca, pęka szybciej niż szyba po spotkaniu z cegłą. Co prawda mam gdzie spać, mam co jeść ale nie chce spędzić tak reszty swoich dni. Puki ostrze katany tnie cielsko lenia, puki mózg karmią książki, puki ciało pręży się podczas ćwieczeń, osiągnę szczęście.

Na koniec rozprawki rapowy teledysk w temacie kurnikowo klatkowym. Spokojnego dnia.

-Ape

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s