Na Fali Betonu

​Soundtrack do czytanki
Litery jak wdechy. Nie policzę ich już nigdy. Kawa, spliff, sen. Kawa, tekst, spliff. Życie zapierdala coraz szybciej. Im starszy umysł tym szybciej kręci spiralą czasu. Dym unosi się wysoko. Kołuje pod sklepieniem mieszkania jak balonowa kopia ludzika z reklam opon Michelin.

Wieczorami spaceruje samotnie przez miasto. Betonową dżunglę pokrywa kamień, cegła i asfalt. To dżungla pełna ubranych małp. Bujając się z liany na lianę, naciskam plastikowy żółty przycisk. Czekam na zmianę świateł. Nie analizuję obrazów które moje siatkówki łapią, jak pajęczyna która kradnie poranną rosę. Lubię się zajebać spliffem, odpalić spotify i wyjść. Po prostu, od tak. Wyjść poza bramy mojej strefy komfortu. Gdy leżę na materacu, czuję że moją duszę obrasta rdza. Moje air forcy jedynki są tak wygodne, że beton pod moimi stopami zamienia się w miękki tartan. Nie do końca wiem gdzie zmierzam. Po prostu wychodzę. Płynę z nurtem szarej fali betonu.

Po drodze mijam wiele twarzy. Każda z tych twarzy to opowieść. Każda z tych twarzy jest warta swojej książki. Czasami zatrzymuję wzrok na kimś na dłużej. Zastanawia mnie jego życie. Jak radzi sobie z myślami? Jaki ma sposób na relaks? 

Idąc przez miasto nocą, cicho i niepostrzeżenie jak asasyn, oddycham zimną mieszanką kurzu, spalin i ludzkiego strachu. Mam na tyle wyostrzony zmysł węchu, że potrafię wyczuć zło. Zło ma bardzo charakterystyczny zapach. Przypomina on mieszankę słonego potu, buzującej adrenaliny, i metalicznego posmaku ciepłej, lepkiej krwi. Zwierzę które trzymam w ryzach doskonale zna ten zapach. 30,000 lat później, mimo rozmytych przez cywilizację zmysłów, dalej jestem w stanie wyczuć w powietrzu zło.

Wolę miasto nocą. Nocą ludzie zrzucają swoje łuski. Ściągają maski które noszą do pracy, w domu. Wąż pokazuje język. Ego podkreśla swą ważność. Każdy człowiek pragnie duchowego wyzwolenia, jakiegoś znaku z drugiej strony lustra. Każdy szuka odpowiedzi na pytania które sam sobie zadaje. Pustka. Chce wypełnić pustkę w sercu materialnym dobrem. Nie do zrobienia. To tak jakbyś chciał uszczelnić dziurawą tamę, watą cukrową. Piątka za starania, nie tędy droga. Wyjdź ze mną wieczorem na miasto, a pokażę Ci jak w ciemności świecą żółte oczy pumy.
– Ape nie. 2 paź 11:51 am

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s