Krwiste Medale

Tak jak kropla wody drąży swoją skałę, tak kropelki ducha drążą moje człowieczeństwo. Być może walka jest przegrana. Ale dzierżąc w rękach obusieczny miecz wiedzy i uparcia napieram na hordy strachu. To moja walka. Nikt nie jest w stanie walczyć u mojego boku. Każdy walczy sam. To dobrze. Samotna walka wyciśnie z ciebie cały potencjał. W szczególności ten ukryty. Wynik bitwy to oświecenie, lub wieczna ciemnota. Przede mną widzę powykrzywiane pyski zła. Mogą ranić ciało, mogą zatruć umysł. Strach wie gdzie zaatakować. Ja wiem jak się bronić. Odcinam parę głów i krzycząc imiona nieznanych mi Bogów napieram. Ciała pokonanych układają się w karmazynowe puzzle, z których żaden nie pasuje do innego. Rany na sercu noszę dumnie, jak krwiste medale. Upadam. Coś przeszyło mój bark. Jakiś tchórz rzucił we mnie włócznią. Drewniany obuch wwierca się głębiej. Jeden z przeklętych chwyta go oburącz i obraca go w dłoniach. Obraca włócznią tak szybko że moja rana zaczyna palić się z bólu. Oczy płoną mi niebieskim żarem. Chwytam włócznię prawą ręką a lewą zadaję cios. Drewno pęka przy trzonie. Nie mogę jej wyjąć. Napędza mój gniew. Przygaszone wcześniej instynkty, żarzą się niczym ogon komety. Wewnętrzny płomień rozświetla teraz płaskowyż na którym toczę walkę. Maszkary zaciskają swój szyk. Otoczyły mnie. Gdy w własnym blasku patrzę na ich czarne ślepia, nie widzę niczego poza strachem. Strach bada moją duszę. Wie że dziś nie wygra. Wbiegam w okrąg żylastych stworów. Napędzany furią tnę. Potężnym zamachem przecinam trzy stwory poniżej bioder. Eksploduje brunatna krew. Słychać trzask niedożywionych kości. Drugim zamachem oddzielam komuś głowę od korpusu. Czaszka szybuje przez parę sekund w powietrzu po czym zastyga na ziemi z grymasem bólu na wargach. Horyzont przychodzi mi z pomocą. Poranne promyki słońca przebijają strach niczym strzały skórę. Napompowany furią stoję pośród obrazu który namalowałem ciałami. Krew zastyga w porannym słońcu niczym burgundowy bursztyn. Kilka nowych ran zdobi moje ciało jak tatuaże. Czas na odpoczynek. Dziś w nocy stoczę kolejną bitwę.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s